Nasza historia
-

1984
Garaż przy Warszawskiej
Pięćdziesiąt metrów kwadratowych. Czterech pracowników. Jedna maszyna do prażynek. Tyle miał Jacek Urbanek w 1984 roku, kiedy zaczynał. Kapitał? Zarobiony własnymi rękami, w londyńskich hotelach i na niemieckich budowach. Garaż przy ulicy Warszawskiej w Łowiczu nie wyglądał jak początek marki znanej dziś w dwudziestu krajach. Ale właśnie tam się zaczął.
-

1989
Pierwszy własny zakład
Pięć lat i garaż zrobił się za ciasny. Jacek kupuje działkę na ulicy Katarzynów i stawia zakład na 600 metrów kwadratowych. Andrzej, który prażynki smażył na własną rękę w Bełchatowie, zwija tamten interes i wraca do Łowicza. Od tej pory bracia robią to razem.
-

1990
Tego lata przyszły ogórki
Francuz Sylwester Kaczorowski skupował polskie ogórki. Przyjechał obejrzeć halę i został. Dał zaliczkę na surowiec, beczki, myjki i sortownik. Tego lata ogórki stały wszędzie, w korytarzach, w szatniach, dosłownie nie było gdzie się ruszyć. Na prażynki zabrakło miejsca. Tak Bracia Urbanek zostali przetwórcami warzyw.
-
1994
Trzech braci, jedna firma
Dołącza Wojciech. Mówi po rosyjsku i angielsku, jeździ po świecie, otwiera rynki. W październiku na targach w Warszawie zagaduje grupę handlowców z Izraela. Z tej rozmowy rodzi się pierwszy kontrakt eksportowy. Trwa do dziś.
-
1998
Prezydent w Łowiczu
Polskie słoiki trafiły do Mongolii w walizkach studentów. Smak sałatki naddunajskiej zrobił tam furorę. W 1998 roku prezydent Mongolii przyjeżdża do Polski z oficjalną wizytą. W programie, obok premiera i marszałków Sejmu, jest zwiedzanie zakładu w Łowiczu.
-
2002
Łowiczanin Roku
Lokalna kapituła przyznaje firmie tytuł Łowiczanina Roku. Za wejście na rynki krajowe i zagraniczne, ale przede wszystkim za to, że firma skupuje warzywa od miejscowych rolników i zrzesza ich wokół siebie. Dla braci liczy się to drugie. To dowód, że firma rośnie razem z ludźmi wokół niej.
-
2012
Wchodzi nowe pokolenie
Do firmy przychodzą dzieci braci. Pierwsza decyzja: postawić na sprzedaż. Marka była rozpoznawalna, ale jej potencjał leżał odłogiem. Nowe opakowania, nowe sieci, szersza dystrybucja. Lokalny zakład staje się marką.
-
2013
Pan Pomidor
Nowe pokolenie zadaje sobie pytanie: co jeszcze można zrobić z warzywem? Odpowiedź: zupę, którą otwierasz i jesz. Powstaje nowa marka, Pan Pomidor, i w październiku do warszawskich sklepów trafiają pierwsze świeże zupy na naturalnych składnikach, gotowe do podgrzania. To jedna z pierwszych polskich marek, które na zdrowym, szybkim jedzeniu budują całą kategorię od zera.
-
2018
Nowa twarz marki
Minimalistyczna identyfikacja, nowe social media, billboardy, auta dostawcze w świeżych barwach. Marka Pan Pomidor staje się widoczna jak nigdy. Receptury, surowce i podejście do jakości zostają bez zmian.
-
Dziś
Czterdzieści lat później
18 000 metrów kwadratowych zakładu. Ponad 200 produktów. Eksport do ponad 20 krajów. 26 500 ton warzyw rocznie. Przeszliśmy daleką drogę od pięćdziesięciometrowego garażu. A jednak nic, co najważniejsze, się nie zmieniło: ta sama rodzina, ci sami sprawdzeni dostawcy, ta sama dbałość o jakość.
